W gminie Liszki ludzie nie śpią, boją się włamań i napadów

17 12 2013

uwaga_okradaja_mieszkancow_gminy_liszkiGMINA LISZKI. Mieszkańcy szacują, że od listopada złodzieje okradli sto obiektów m.in. garaży

Samochody stawiali przy głównych drogach, żeby bez przeszkód móc szybko uciec. Okradali głównie garaże i pomieszczenia gospodarcze. Zabierali wszystko: od elektronarzędzi po śrubokręty. Nie omijali domów, jeśli wiedzieli, że warto się do nich włamać. Próbowali to robić też w południe.

Mieszkańcy m.in. Liszek, Kaszowa, Piekar, Rącznej szacują, że od listopada do zeszłego tygodnia złodzieje włamali się do prawie stu obiektów. Nie wszyscy zgłaszają kradzież na policję. – Ludziom szkoda czasu jeśli zrabowano im wiertarkę za 300 złotych, ale w większości przypadków straty są wielokrotnie większe, bo tracą kosiarki i dobrej klasy elektronarzędzia – informuje jeden z okradzionych mieszkańców. Nasi rozmówcy nie chcą się ujawniać. Boją się zemsty sprawców, podejrzewając że działa tu zorganizowana szajka, w której mogą brać udział mieszkańcy lisieckiej gminy.

– W wioskach panuje panika, ludzie nie śpią, boją się kolejnych kradzieży a nawet napadów – mówi Paweł Miś. Do niego złodzieje nie dotarli, ale włączył się w akcję nagłaśniania kradzieży, żeby ostrzec innych mieszkańców i zachęcić do lepszego zabezpieczania własnego mienia. Ludzie zaczęli zakładać alarmy i monitoring. Zwracają uwagę na obce samochody zatrzymujące się na dłużej. W Rynku w Liszkach ostatnio widzieli chodzących zakapturzonych młodych ludzi. Ich obecność łączą z obserwacją domów i włamaniem tej nocy do garaży.

– Złodziejom sprzyja ciemność, bo w ramach oszczędności gmina w nocy na trzy godziny wyłącza oświetlenie przy drogach. Zazwyczaj wtedy dokonują włamań – mówi mężczyzna, któremu złodzieje z pomieszczeń gospodarczych wynieśli wszystkie narzędzia, m.in. wiertarkę, a także klucze i kable, a nawet śrubokręty. Nie był to całkowicie nowy sprzęt, właściciel szacuje straty na 3 tys. zł, ale na nowy musi teraz wydać znacznie więcej. Inny mieszkaniec poniósł znacznie większe szkody – 15-20 tys. zł. – Lubię majsterkować, zrobiłem sobie warsztat, w którym zgromadziłem trochę elektronarzędzi. Wynieśli wszystko z myjką ciśnieniową kompresorem i przedłużkami – wymienia nasz rozmówca. W nocy słyszał ujadanie psa sąsiada, ale nie przypuszczał, że szczeka na złodziei, którzy wkradli się na jego posesję. Widział podjeżdżający pod jego dom samochód dostawczy, ale nie domyślił się, że to włamywacze. Widzialność była zła, bo pojawiła się mgła. Dopiero rano wychodząc do kościoła zobaczył przecięte skoble na drzwiach do pomieszczeń gospodarczych.

Więcej w Dzienniku Polskim – poniedziałek 16.12.2013:
http://www.dziennikpolski24.pl/pl/region/region-podkrakowski/1298370-ludzie-nie-spia-boja-sie-wlaman-i-napadow.html

Monitoring instaluje lokalna firma Vilnet: http://vilnet.eu



Sprawca napadów na sklepy zatrzymany

28 04 2012

Młody mężczyzna napadał na sklepy w powiecie krakowskim – terroryzował obsługę pistoletem i żądał wydania pieniędzy. Nie spodziewał się, że napotka na opór ekspedientek. Po kolejnym napadzie został zatrzymany, odpowie przed sądem za dokonanie pięciu takich napadów.

Na początku stycznia w Komisariacie Policji w Zabierzowie zgłoszony został napad rabunkowy na sklep spożywczy w Cholerzynie – ubrany na ciemno sprawca, z nałożoną na głowę kominiarką, wszedł i pistoletem sterroryzował obsługę, żądając wydania pieniędzy.

Po kilku dniach zgłoszono kolejny napad – tym razem w Rącznej. Sprawca działał bardzo podobnie jak w poprzednim przypadku, zbieżny był także rysopis zapamiętany przez świadków zdarzenia.

To zawiadomienie było sygnałem dla policjantów, że sprawca nie działa incydentalnie i że jest prawdopodobne, że planuje kolejne napady. Dzielnicowi oraz kryminalni odwiedzali sklepy w okolicy miejsc napadów i rozmawiali z personelem i właścicielami, informując, jak powinni zachować się w takiej sytuacji.

Niestety zgodnie z obawami stróżów prawa doszło do kolejnych napadów. Tak samo jak w poprzednich przypadkach sprawca wchodził zamaskowany do sklepu, mierzył pistoletem w kierunku ekspedientki i żądał pieniędzy. Podczas jednego z takich napadów sprawca został wypłoszony przez ekspedientkę. Kobieta wykorzystała moment, kiedy napastnik sięgnął rękoma do szuflady po pieniądze – wówczas wyrwała pistolet z jego ręki, odrzucając go w głąb sklepu. Spłoszony bandyta zaczął uciekać, szukając w pośpiechu broni na podłodze. W tym momencie sprzedawczyni wzięła pojemnik z drożdżówkami i zaczęła rzucać w kierunku napastnika.

Kolejny napad skończył się zatrzymaniem sprawcy – gdy mężczyzna zabierał gotówkę, sprzedawczyni wszczęła alarm, głośno krzycząc. Spanikowany sprawca zaczął uciekać w stronę zaparkowanego w pobliżu samochodu – tam dobiegł do niego jeden z mieszkańców, który ruszył z pomocą napadniętej kobiecie. Po chwili napastnik był już na komisariacie, gdzie tłumaczył się z dokonanych napadów.

Mężczyzna, 21-letni mieszkaniec powiatu krakowskiego, usłyszał zarzuty dokonania pięciu napadów z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Został tymczasowo aresztowany, grozi mu kara do 12 lat pozbawienia wolności.

(KWP w Krakowie / mj)

Źródło: www.policja.pl



Wzrasta liczba napadów

16 02 2011

Mieszkańcy podkrakowskich gmin nie czują się bezpieczni. Złodzieje i włamywacze przychodzą do nich coraz częściej. W Kamieniu w gm. Czernichów, gdzie w ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do trzech napadów, ludzie boją się nawet przebywać we własnych domach. Napastników nie odstrasza światło na piętrze. Forsują okna piwnicy i plądrują parter. Mieszkańców zastraszają.

Zimą przestępstwa nasilają się niemal we wszystkich podkrakowskich powiatach. Policjanci mówią, że włamywaczom łatwiej obserwować domy. Widzą dokładnie, gdzie świeci się i kiedy. W Myślenicach policja korzysta z pomocy proboszczów i prosi, by podczas ogłoszeń parafialnych namawiali do niepozostawiania domów bez opieki. – Złodzieje włamują się, gdy ludzie idą do kościoła, na śluby, a nawet na pogrzeby. Sąsiedzi powinni nawzajem doglądać swoich domów – mówi mł. asp. Szymon Sala, rzecznik policji powiatowej w Myślenicach.

Złodzieje okradają altanki, domy należące do mieszkańców Krakowa, którzy przyjeżdżają tylko raz lub dwa razy na tydzień. – Często kradzieże z włamaniami zdarzają się w domach nowo budowanych. Kradną grzejniki, piece, armaturę, drzwi, okna oraz narzędzia firm budujących te domy – mówi asp. sztab. Bogdan Błaszczyk z Komendy Powiatowej Policji w Wieliczce. Tylko w ostatni weekend odnotowano w tym powiecie pięć kradzieży.

Mieszkańcy Kamienia, w którym ostatnio było kilka napadów, nie do końca liczą na policję. Przyznają, że w swojej gminie mają posterunek, ale wyliczają, że np. w weekendy na dojazd policji czekają godzinę. – Zdarza się, że patrol jedzie do nas z Przegini. Trudno czekać tylko na policję. Dlatego chyba przywrócimy samosąd – mówi jeden z mieszkańców Kamienia. W tej wiosce napastnicy działali ostatnio wyjątkowo bezczelnie. W biały dzień, podając się za policjantów, weszli przed południem do domu starszej kobiety. Dusili ją, by powiedziała, gdzie trzyma oszczędności. A potem grozili, że wrócą, jeśli zgłosi napad na policję. – Musimy zaangażować się sami w zapewnienie bezpieczeństwa swoim rodzinom i całej wiosce. Prędzej czy później wytropimy bandytów – zaznaczają mężczyźni z Kamienia. Nazwisk nie podają, gdyż nie chcą, by napastnicy atakowali ich bliskich ze zdwojoną siłą. Czytaj dalej »